Na dobry początek zacznijmy od trochę kulinarnego wątku, jako że jestem niewątpliwie smakoszem pewnego napoju, z racji mega niskiego ciśnienia, więc – kawę na ławę. Kawę traktuję jak wspaniały deser lub ciasteczko z kremem. Nigdy nie pijam z cukrem (za wyjątkiem takich krajów jak Wenezuela czy Indie J), ale zawsze z mlekiem. Dada czasami życzy sobie podwójne espresso, ale zawsze z cukrem.
Z kawą spotkaliśmy się (My czyli ja i Dada) w Indonezji – z taką najprawdziwszą kawką z krzaczka o pięknych zielonych i czerwonych owocach i równie pięknych zielonych liściach. Ta kawa wyrastała sobie jak zwykły pospolity krzew wzdłuż dróżki biegnącej przez indonezyjską wioskę na Celebesie (Sulawesi) w rejonie Tana Toraja (o tym rejonie Indonezji napiszemy później, bo jest równie ciekawy jak wątek z kawką).
 |
| krzaczek kawy w Indonezji, rejon Tana Toraja, (Celebes (Sulawesi), 2010) |